ABW zatrzymuje urzędnika m. st. Warszawy

17 marca tego roku ABW zatrzymała Tomasza L., pracownika Wydziału Archiwalnych Ksiąg Stanu Cywilnego m. st. Warszawy. Miał przekazywać Rosjanom cenne operacyjnie materiały.

Wszystko wskazuje na to, że ABW trafiło na trop dzięki obserwacji pracowników rosyjskiej ambasady. Czy była to jedyna osoba zwerbowana przez zagraniczne służby? Ciężko będzie to ustalić, bowiem kontrola Rosjan została przerwana decyzją o ich wydaleniu z kraju.

Otóż kilka dni po zatrzymaniu, 23 marca, nakazano wyjazd 45 dyplomatom z Ambasady Rosji. Znajdowała się wśród nich osoba, która kontaktowała się z aresztowanym. Zatrzymanie urzędnika przez ABW miało stać się dowodem na nielegalną działalność dyplomatów i elementem akcji przeciwko Rosjanom, prowadzonej jednocześnie w kilku krajach regionu.

Nie są to okoliczności, które świadczyłyby o naturalnej konkluzji operacji kontrwywiadowczej. Na pewno dla ABW ciekawsza byłaby dalsza obserwacja urzędnika.

Kilka dni wcześniej niż u nas, 14 marca na Słowacji zatrzymano trzy osoby podejrzane o współpracę z rosyjskim wywiadem. Do sieci trafiło nagranie rozmowy jaką z jednym z zatrzymanych, Bohusem Garbarem, prowadził Siergiej Sołomasow, pełniący na Słowacji faktyczną rolę attaché wojskowego ambasady rosyjskiej. W podobnym do polskiego scenariuszu, 30 marca Słowacja wydaliła 35 rosyjskich dyplomatów. Pokazuje to, że działania związane z ujawnianiem i zatrzymywaniem, były prawdopodobnie koordynowane pomiędzy służbami kontrwywiadowczych naszego regionu.

Wydaje się, że Garbar nie był szczególnie cennym współpracownikiem. Z filmu dowiadujemy się jakie stawki obowiązują na dole szpiegowskiej drabiny. W trakcie spotkania otrzymał 500 Euro da siebie i 500 na opłacenie innej osoby.

Trochę dziwi to, że opisanych przypadkach, narażeni na obserwację rosyjscy oficerowie nie korzystali z pomocy ulokowanych poza ambasadą pośredników, ale sami kontaktowali się ze źródłem. I to pomimo możliwości jakie kontrwywiadowi daje dziś postęp techniczny.

Dlaczego Rosjanie ryzykowali tak dużo, przy okazji dając Polsce powód do wyrzucenia, żeby werbować w stołecznym ratuszu?

W Warszawie znajdują się centrale większości urzędów, a także służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Siłą rzeczy pracownicy tych instytucji mieszkają tu, płacą podatki, biorą śluby, rejestrują pojazdy, korzystają z komunikacji i stref płatnego parkowania. Funkcjonują tu też spółki i instytucje legendujące działania służb. Sporo z tych informacji znajduje się w archiwach ratusza i może być podstawą do dalszych działań wywiadu.

Na jeden z aspektów tego zagadnienia zwróciłem uwagę w artykule o mieszkaniach ABW. Okazało się, że ABW na podstawie porozumienia z m. st. Warszawy, korzysta z miejskich lokali komunalnych. W części opisanych mieszkań ABW urządziło nawet lokale kontaktowe.

Dziś już wiem, że to nie jedyna taka lista mieszkań ABW w Warszawie. Skąd to wiadomo? Otóż niedawno na stronach BIP pojawiła się odpowiedź szefa ABW na petycję dotyczącą wykupu lokalu, którego nie ma na ujawnionej liście.

Odpowiedź Szefa ABW

Pomimo zanonimizowania petycji, udało się ustalić, że dotyczyła ona osoby niedawno zmarłego artysty, Olgierda Buczka. W jednym z opisujących go artykułów wspomniano, że był związany z dzielnicą Targówek, w której mieszkał aż do śmierci. Faktycznie, w książce telefonicznej z 2001 roku, znajdziemy tylko jednego Olgierda Buczka, zamieszkałego przy ulicy Orłowskiej na Targówku. Jego lokal, ma zgodnie ze słowami Szefa Agencji, służyć w przyszłości realizacji zadań ABW. Pomijając kuriozum, jakim jest korzystanie przez Agencję z tak łatwego do ustalenia zasobu mieszkaniowego, listy lokali to tylko jeden w przykładów wiedzy jaką można zdobyć. Nie powinno więc dziwić, że obce wywiady będą się interesowały urzędami Ratusza.

Uważam, że zatrzymany pracownik nie miał pozyskiwać informacji o „księgach zabużańskich” w celu budowy tożsamości dla szpiegów, jak sugerowały niektóre media, ale jako archiwista miał dokonywać różnego rodzaju kwarend. Może nawet lepiej, że pracował w jednostce, która leżała na uboczu głównej aktywności urzędowej miasta. Nie wydawał żadnych podlegających weryfikacji pozwoleń, spokojnie przekładał papiery i nie zwracał uwagi.

Co kopiował? Tego ABW nam nie powie. Pewnie sami próbują zrozumieć cel działań urzędnika i zakres przekazanej Rosjanom wiedzy. Zapewne wywiad próbowałby dotrzeć do informacji. które są dla niego cenne. Ale nie od razu. Być może najpierw budowano pewność siebie zwerbowanej osoby i upewniano się, że nie jest podwójnym agentem. Zatem niekoniecznie wszystko co kopiował musiało mieć znaczenie dla Rosjan.

W ramach śledztwa ABW sprawdza też kwarendy innych urzędników, zwłaszcza te prowadzone poza samym USC. W tym gronie znajduje się emerytowany były naczelnik wydziału, który podobno interesował się między innymi Archiwum Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku.

Cała ta sprawa pokazuje, że Warszawa pozostaje aktywnym miejscem działalności wywiadowczej. Widzimy też, że zagadnienia podnoszone na stronach tego typu jak ta, czasem znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Dodaj komentarz